Już nie ma porodówki w szpitalu w Żorach. Miasto ma 60 tysięcy mieszkańców, ale rodzi się tam tak mało dzieci, że oddział trzeba było zamknąć. To nie jest problem tylko tego miasta. To problem całej Polski.
Żory na Śląsku: obraz Polski w pigułce. Pusta sala porodowa, puste łóżka, puste korytarze, puste inkubatory. Ani jednej matki, ani jednego dziecka. Martwa cisza. Urzędowi miasta nie pozostało nic innego, jak tę porodówkę w żorskim szpitalu po prostu zamknąć.
- Konieczność zamknięcia porodówki wynika tak naprawdę przede wszystkim z sytuacji finansowej szpitala, a ta sytuacja finansowa szpitala to jest wprost wynik tego, jak zmienia nam się demografia - wskazuje Adrian Lubszczyk z Urzędu Miasta Żory.
Sytuacja demograficzna pogarsza się dramatycznie. Pięć lat temu na jedynej porodówce w tym ponad 60-tysięcznym mieście urodziło się 850 dzieci, w zeszłym roku o ponad połowę mniej. Kryzys demograficzny pogłębia kryzys finansowy szpitala.
- System finansowania akurat tej działalności opiera się na tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia płaci nam za każdą wykonaną procedurę, czyli za każdy odbyty poród. Jeżeli tych porodów nie ma, to nie otrzymujemy środków finansowych z Narodowego Funduszu Zdrowia - tłumaczy Katarzyna Siemieniec, prezeska zarządu w Miejskich Zakładach Opieki Zdrowotnej w Żorach.
Likwidowane będą kolejne porodówki, konieczne są zmiany systemowe
W Iłży w powiecie radomskim też już od kilku miesięcy nie ma porodówki. Z tego samego powodu.
- Rada powiatu podjęła decyzję o zamknięciu oddziału ginekologiczno-położniczego z dniem 31 października. (...) Decyzja mogła być tylko jedna: rosnące koszty funkcjonowania i dramatyczny, drastyczny można powiedzieć spadek porodów - przekazuje Marcin Genca ze Starostwa Powiatowego w Radomiu.
Tak jak w Żorach: o ponad połowę w ciągu kilku zaledwie lat. Od niedawna nie ma też już porodówek w Proszowicach, Nowym Mieście Lubawskim, Lubaczowie, Pyskowicach, Międzyrzeczu, Lublińcu, Nisku i wielu innych miastach. Wkrótce zlikwidowane zostaną kolejne. Eksperci obliczają, że w sumie trzeba będzie zamknąć co trzecią.
- Tutaj jest wymagana kompleksowa reforma systemu ochrony zdrowia. Z siecią szpitali. W moim roczniku rodziło się 700 tysięcy dzieci, mamy tyle samo porodówek, ale teraz rodzi się 250 tysięcy dzieci, więc jesteśmy w przededniu rozpoczęcia procesu kompleksowej reformy - uważa Bogusław Grabowski, ekonomista i były członek Rady Polityki Pieniężnej.
Bo bez reformy, czyli jakiejś koordynacji, nie można nagle w kraju zamknąć tak dużej liczby porodówek. Wie to doskonale prezes szpitala w Poddębicach, który też musiał trzy lata temu zlikwidować dyżur porodowy.
- Męska, odgórna decyzja: jest w roku porodów tyle i tyle. Bez szkody dla matki i dziecka. Jest dzisiaj dostępność do świadczeń. Naprawdę dobre ośrodki potworzyć, bezpieczne ośrodki porodowe i to naprawdę w jakiś sposób temat do zamknięcia - komentuje prof. Jan Krakowiak, prezes Poddębickiego Centrum Zdrowia.
Ministerstwo Zdrowia pracuje nad takimi zmianami, szczegółów jednak do tej pory nie znamy.
Źródło: Fakty TVN