Fakty - oglądaj online

  • Foto: tvn24 | Video: Marek Nowicki / Fakty TVN
  • Wiele osób szuka mieszkania na wynajem, ale ubywa kupujących na kredyt
  • Iga Świątek bez problemu wygrywa swój pierwszy mecz Rolanda Garrosa
Ratunek w ostatniej chwili

Życie Wladika zostało uratowane w Polsce. Wcześniej "nie dawali mu szans, że będzie żyć"

Miał osiem miesięcy, a ważył zaledwie pięć kilogramów. Był kompletnie wycieńczony, a ratunek przyszedł w ostatniej chwili. Wladik żyje dzięki pomocy, zaangażowaniu i determinacji polskich lekarzy. Rodzina chłopca pochodzi z obwodu ługańskiego, gdzie toczy się wojna.

Sebastian miał ekstremalną formę skoliozy. Lekarze musieli mu wyciąć trzy kręgi

Rdzeń kręgowy 13-letniego Sebastiana wygiął się pod kątem 140 stopni. Skomplikowana operacja,...

Wladik ma dziewięć miesięcy i już tyle siły, że może chwycić mamę na rękę. Miesiąc temu polscy pediatrzy z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego uratowali mu życie. Kiedy przyjechał do Warszawy, ważył cztery kilogramy siedemset gramów. To dramatycznie mało. Czasem dzieci rodzą się z taką wagą. Niemowlęta w jego wieku powinny ważyć dwa razy więcej.

- Nie dawali mu szans, że będzie żyć. Mówili, że przeżyje miesiąc, może ewentualnie trzy, że nie będzie się rozwijał. A on żyje i rośnie - opowiada Marina Larkina, mama Wladika.

Dziecko w swoim nieszczęściu miało sporo szczęścia. Najpierw przydarzyło mu się wszystko, co najgorsze: urodziło się chore tuż przed wojną w obwodzie ługańskim. Dokładnie tam, gdzie teraz toczą się najcięższe walki. - Walczą cały czas o nasze miasto. Miejmy nadzieję, że zostanie w Ukrainie - mówi Marina.

Chłopczyk cierpi na wrodzony zespół nerczycowy, czyli szybko traci białko z organizmu. Choroba powoduje skrajne niedożywienie dziecka. - W tej chorobie pacjent musi być pod stałą opieką nefrologa i pediatry, dlatego że wymaga przynajmniej trzy razy w tygodniu, albo nawet codziennie, wlewu z albumin. Jeżeli nie otrzymuje tego leczenia, jego stan gwałtownie się pogarsza i może dojść do zgonu - wyjaśnia dr n. med. Agnieszka Szmigielska z Kliniki Pediatrii i Nefrologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego UCK WUM.

Marzenie o pokoju

Ze specjalnego urządzenia Wladik dostaje teraz albuminy, które ratują mu życie. Tego mu brakowało w Ukrainie. W Kijowie chłopiec umierał w oczach. Dlatego został przewieziony do Lwowa i stamtąd pojechał w specjalnym foteliku karetką do Warszawy. W towarzystwie mamy i pielęgniarza Gilberta Kolbe. - Cały czas monitorowaliśmy go w trakcie drogi. Sprawdzaliśmy parametry życiowe, czy na pewno wszystko przebiega zgodnie z planem - wspomina Gilbert Kolbe.

Matka Wladika zostawiła w Ukrainie męża i dwuletnią córkę. Być może wkrótce przyjadą do Warszawy. Powrót w ich rodzinne strony - ze względu na toczące się walki - na razie jest niemożliwy. - Chcielibyśmy wrócić. Mamy nadzieję, że nasz dom ocaleje. Ale jeżeli obwód ługański odpadnie od Ukrainy, to zostaniemy w Polsce, żeby tutaj dalej leczyć synka i walczyć o jego życie - zapewnia Marina. - Marzę, żeby moje dzieci były zdrowe, szczęśliwe i żeby nastał pokój - dodaje.

Autor: Marek Nowicki / Źródło: Fakty TVN

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Zasady forum
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje

tvnpix