Fakty - oglądaj online

  • Foto: tvn24 | Video: Renata Kijowska / Fakty TVN
  • Tajniacy na strajku kobiet. Nieumundurowany policjant użył gazu wobec posłanki
  • Jarosław Pinkas podał się do dymisji. Powód: stan zdrowia

"Najlepsza lekcja WOS". 17-latek na "dołku" słyszał protestujący tłum

17-latek zatrzymany po proteście - przed Sądem Okręgowym w Warszawie - całą dobę spędził na komendzie. Rodzice Janka o zatrzymaniu ich syna dowiedzieli się od jego kolegów. 17-letni chłopak miał naruszyć nietykalność funkcjonariusza. 14-letni Maciek miał namawiać do udziału w zgromadzeniu. Do niego też przyszła policja.

Tajniacy na strajku kobiet. Nieumundurowany policjant użył gazu wobec posłanki

W Warszawie, na środowym strajku kobiet, pojawili się mężczyźni w maskach i z pałkami...

Janek Radziwon w czwartek został zatrzymany przez policję podczas demonstracji przed siedzibą Sądu Okręgowego w Warszawie, która była wyrazem solidarności z aktywistką zatrzymaną 26 października podczas Strajku Kobiet.

Zatrzymanie 17-latka na filmie zarejestrowała Anna Gawędzka. Na nagraniu widzimy młodego chłopaka w żółtej kurtce, który jest rzucany na ziemię przez policjanta i obezwładniany. W tle słychać, jak tłum krzyczy: zostaw go.

- Został złapany przez policję. Właściwie chciałbym powiedzieć, że został porwany przez policję - mówił Marek Radziwon, ojciec 17-latka.

Rodzice Janka na co dzień są zaangażowani w pomoc prześladowanym przez reżim studentom z Białorusi. O tym, że syn został zatrzymany, dowiedzieli się od kolegów nastolatka.

- Boję się o niego. Boję się też o wszystkich młodych ludzi.Mąż zdążył napisać tylko: Janku, kochamy Cię - mówiła w czwartek Anna Radziwon, matka chłopaka.

17-latek odzyskał wolność po dobie od zatrzymania.

- Dostałem notatkę od rodziców, że mnie kochają, i że jestem superobywatelem, a potem słyszałem was - nawet któryś z policjantów otwierał okno, a drugi mu powiedział, żeby tego nie słuchał. Super mnie to podnosiło na duchu, a potem, jak siedziałem na dołku, to na ławce ktoś wydrapał: "mordo, łeb do góry" - powiedział po opuszczeniu komendy Janek Radziwon.

Brak informacji

"Gdzie jest policja?", pytał tłum. To byli policjanci. Bez mundurów, z teleskopowymi pałkami

Z jednej strony protestujący tłum, z drugiej strony policjanci z gazem i tajniacy z pałkami...

Rodzice 17-latka na początku nie mogli uzyskać informacji od funkcjonariuszy, na jaki konkretnie komisariat został przewieziony ich syn.

- Telefon mu został odebrany, więc od doby nie wiemy, co się dzieje z naszym dzieckiem. Nie dostaliśmy żadnego dokumentu, żadnego papieru, po prostu nie ma dziecka - mówił w piątek rano Marek Radziwon, ojciec zatrzymanego.

W piątek reporterka TVN24 zapytała rzecznika komendy stołecznej Sylwestra Marczaka, czy była potrzeba zatrzymywania 17-latka na całą noc. - Jeżeli jest potrzeba naruszenia nietykalności policjantów, jeżeli mamy do czynienia z popełnianiem przestępstwa, reakcja policjantów jest jedna: zatrzymanie osoby - odpowiedział Marczak.

17-letniemu chłopakowi zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza i udział w zbiegowisku.

- Został wykreowany na takiego chuligana, robiącego napaść na funkcjonariusza i tak jak rozumiem, że za protestowanie można dostać mandaty, być przesłuchiwanym, to zarzuty postawione Jankowi bardzo mnie zabolały i oburzyły - stwierdziła Hanna Ignaciuk, koleżanka zatrzymanego 17-latka.

"To jest niedopuszczalne"

We wtorek do domu 14-latka zapukali policjanci, którzy chcieli porozmawiać z nastolatkiem i jego rodzicami. Rozmowa dotyczyła "spaceru" Strajku Kobiet, który miał odbyć się w Krapkowicach. Chłopiec udostępnił informację o tym wydarzeniu w mediach społecznościowych i właśnie to było powodem wizyty funkcjonariuszy.

- Okazało się, że jedną z osób, które czynnie propagują i nawołują do zgromadzenia jest 14-letni chłopiec. W związku z powyższym policjanci udali się do jego miejsca zamieszkania - przekazała sierżant sztabowy Ewelina Karpińska z Komendy Powiatowej Policji w Krapkowicach.

O zachowaniu nastolatka funkcjonariusze poinformowali też szkołę.

- Od tygodnia grasuje złodziej, który przebija opony, a mnie policja nachodzi o godzinie 10:00 z powodu udostępnienia posta na Facebooku - dziwi się Maciej Rauhut.

Do sądu trafiła także sprawa 14-latki, która w Olsztynie na protest wybrała się z babcią. Sąd odmówił wszczęcia postępowania.

- Zachodzi podejrzenie, że te działania podejmowane przez policjantów zmierzają do wprowadzenia tak zwanego efektu mrożącego, czyli po prostu zaprzestania aktywności przez młodych ludzi - twierdzi Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, społeczna kandydatka na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich.

- Pokazanie im: nie jesteście tutaj bezpieczni, musicie liczyć się z konsekwencjami, jeśli przyjdziecie na demonstracje. To jest niedopuszczalne - dodaje adwokat Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Jan Radziwon podkreśla, że nie przestanie uczęszczać na demonstracje. - I tak bym chodził na te wszystkie strajki, a takie doświadczenie mnie jeszcze bardziej popycha do działania - dodaje 17-latek.

- To jest najlepsza lekcja WOS-u: wychowania obywatelskiego, jakiej nie dostanie w najlepszej szkole - podkreśla Marek Radziwon, ojciec Janka.

Autor: Renata Kijowska / Źródło: Fakty TVN

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Zasady forum
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje

tvnpix