Fakty Reportaż

Dramatyczna pomyłka lekarzy?

Dramatyczna pomyłka lekarzy?

Dramatyczna pomyłka lekarzy?

O niepełnosprawności chłopca rodzice dowiedzieli się dopiero po porodzie. Byli w szoku. Będą walczyć o odszkodowanie. Jak to możliwe, by sześciu lekarzy po siedmiu badaniach USG nie zauważyło, że Oliwier nie ma rąk i nóg? Pani Anna Pelon – matka dziecka – podejrzewa, że stało się tak, bo nie leczyła się prywatnie, była pod opieką lekarzy państwowej ochrony zdrowia. Na szczęście Oliwier ma wspaniałych rodziców. „Bardzo go kocham. To piękne dziecko” – mówi Kacper Pelon. A pani Anna dodaje, że Oliwier jest całym jej światem. Reportaż Roberta Jałochy i Patryka Rabiegi.

Autor: Patryk Rabiega / Źródło: Fakty Online/tvn24

Komentarze (8)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
plato66

Lekarze pewnie chcieli żeby urodziła na chwałę ojczyzny i w zgodzie z sumieniem katolickim. Teraz będzie miała swój krzyż.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      1
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      anti_lope
      anti_lope

      komentarz ukryty - pokaż

      Jak to mozliwe ,żeby 6 iu lekarzy nie stwierdziło, że dziecko urodzi się bez rąk i nóg. Wiadomo ,że jest kochane przez rodziców, ale czy mając świadomość kalectwa zdecydowaliby się je urodzić. Obawiam się, że nie.Napewno nie chcieliby skazywac swojego dziecka na zycie w takim stanie.Dlatego jeśli rzeczywiscie tylu lekarzy badał tę rozwiń

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            1
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          seppo_laitinen

          komentarz ukryty - pokaż

          nie rozumiem tylko za co odszkodowanie.bo przecierz dziecko nie stracilo konczyn przy porodzie z winy lekarzy......................

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              2
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                1
              • zgłoś naruszenie
              zamknij
              awony

              wlasnie z winy ze nie potrafiom odczytac USG. Moja corka bedac na USG to lekarz liczyl kosteczki wszystko doslownie wszystkie czesci ciala wewnetrzne i zewnetrzne, Ale to nie w Polsce.

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  0
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  zamknij
                  seppo_laitinen

                  komentarz ukryty - pokaż

                  Najwazniejsze ze ma rodzicow......oby wytrwali.Z calego serca Blogoslawienstwa Bozego.

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      2
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        1
                      • zgłoś naruszenie
                      zamknij
                      sanderkaxxl

                      komentarz ukryty - pokaż

                      Jak w XXI wieku moze pomylić sie tyle lekarzy?? Prace zrobione na odpierdal.

                      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                          1
                        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                            2
                          • zgłoś naruszenie
                          zamknij
                          marcin_kasia_pietrzak

                          komentarz ukryty - pokaż

                          Czy coś by to zmieniło,jakby Pani dowiedziała się wcześniej,że dziecko nie ma rączek ani nóżek?Czy one by odrosły.?Czasem lepiej nie wiedzieć niż być w ciągły strachu.To bardziej by zaszkodziło maleństwu.

                          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                              2
                            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                                2
                              • zgłoś naruszenie
                              zamknij
                              awony

                              Poprostu mozna bylo zapobiec, udroznic naczynia krwinosne, jak ktos sie nie orjentuje niech nie zabiera glosu.

                              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                                  0
                                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                                    0
                                  • zgłoś naruszenie
                                  zamknij
                                  Zasady forum
                                  Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

                                  Pozostałe informacje

                                  • "Ja tę śmierć czułam jak nadchodzi". Pół roku po dramacie wraca na szczyt

                                    "Ja tę śmierć czułam jak nadchodzi". Pół roku po dramacie wraca na szczyt

                                    W lutym, podczas wspinania się na skałach w Hiszpanii, Katarzyna Cieślak upadła z wysokości około 25 metrów. Odniosła liczne obrażenia. Miała popękaną miednicę, połamane ręce, żuchwę, żebra i nogę. Jedną z rąk - w 10 miejscach. W całej tej sytuacji miała jednak także wielkie szczęście, ponieważ nie doznała ani urazów mózgu, ani kręgosłupa. Lekarze nie dawali jej wielkich szans powrotu do pełnej sprawności, w tym kontynuowania jej życiowej pasji. Ogromna determinacja - zarówno Kasi, jak i jej życiowego partnera, jednego z czołowych polskich wspinaczy - doprowadziła do tego, że niespełna pół roku po wypadku Kasię można ponownie spotkać na ściance wspinaczkowej. Oto ich historia.

                                    czytaj więcej »
                                  • "Tutaj też jesteśmy na krawędzi życia i śmierci"

                                    "Tutaj też jesteśmy na krawędzi życia i śmierci"

                                    W piątek 24 lutego podopieczni fundacji "Pokonaj raka", prowadzeni przez himalaistów Adama Bieleckiego, Jacka Czecha oraz Piotra Tomalę, podjęli się przebycia trasy tzw. "zimowego K2", czyli szlaku Kalatówki-Kasprowy Wierch. Onkotwardzele, jak sami siebie nazywają, musieli zmierzyć się nie tylko ze stromymi podejściami, ale także grubą warstwą śniegu i silnym wiatrem. Reportaż o tym, jak poradzili sobie z wędrówką oraz co wspólnego mają wspinaczka górska i walka z chorobą.

                                    czytaj więcej »
                                  • „Kto posmakuje Śnieżki od strony obserwatorium, przenosi się w inny wymiar”

                                    „Kto posmakuje Śnieżki od strony obserwatorium, przenosi się w inny wymiar”

                                    Ekipa „Faktów” spędziła noc w Obserwatorium Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej razem z pracownikami stacji, których zadaniem jest obserwacja nieustannie zmieniających się warunków atmosferycznych. „Kto posmakuje Śnieżki od strony obserwatorium, przenosi się w inny wymiar”, przyznaje jeden z nich. To prawda – o czym może przekonać się każdy, kto spędzi na szczycie dobę.

                                    czytaj więcej »
                                  • Ponad 30 lat temu zdecydowali się porzucić wszystko i żyć w samotności. Pustelnicy z Bieszczad powoli odchodzą

                                    Ponad 30 lat temu zdecydowali się porzucić wszystko i żyć w samotności. Pustelnicy z Bieszczad powoli odchodzą

                                    Pustelnicy, zakapiorzy, hipisi – wyjechali w Bieszczady ponad 30 lat temu, bo nie zgadzali się na zastany porządek polityczny i społeczny. Dziś nie żałują podjętych decyzji i mówią, że nie wyobrażają sobie innego życia. Subkultura, która wpisała się w historię Bieszczad, powoli jednak umiera. „Za 10-20 lat nas już nie będzie” – mówią ze smutkiem bohaterzy reportażu. Wśród osób, z którymi rozmawiał Grzegorz Tkaczyk jest mi.in. Michał Giercuszkiewicz były perkusista zespołu Dżem, a także pustelnik Juliusz mianowany „Królem Włóczęgów Bieszczadzkich”, który mieszka nad Jeziorem Solińskim. Wszyscy oni zdecydowali się porzucić życie w dobrobycie i żyć w samotności.

                                    czytaj więcej »
                                  • Czarnobyl 30 lat później. „To pomnik ludzkiego bólu”

                                    Czarnobyl 30 lat później. „To pomnik ludzkiego bólu”

                                    30 lat po największej katastrofie elektrowni atomowej w historii świata Witalij Tatarczuk, ewakuowany mieszkaniec Prypeci, położonej 4 km od reaktora w Czarnobylu, wraca do swojego miasta i mieszkania. – Pamiętam to miasto czyste, piękne, zadbane. Kwitnące o każdej porze roku – wspomina. Zobaczcie niesamowite zdjęcia i posłuchajcie przejmujących wspomnień człowieka, który z dnia na dzień musiał opuścić swój rodziny dom. Reporter Faktów Online Grzegorz Tkaczyk odwiedził z kamerą także miejscowości położone w strefie zamkniętej, gdzie część ewakuowanych osób – mimo zakazu władz i ryzyka napromieniowania – zdecydowała się powrócić do swych domów

                                    czytaj więcej »
                                  • Nie raz udowodnił, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Aleksander Doba znów wyrusza na podbój Atlantyku… kajakiem

                                    Nie raz udowodnił, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Aleksander Doba znów wyrusza na podbój Atlantyku… kajakiem

                                    We wrześniu kończy 70 lat i stawia sobie nowe wyzwania. Nie raz już pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych. Pod koniec maja Aleksander Doba wyrusza w trzecią transatlantycką wyprawę. Tym razem przepłynie kajakiem trasę z Nowego Jorku do Lizbony. Dla wielu osób jest inspiracją, na spotkaniach w całej Polsce opowiada o swoich przygodach, ale również motywuje do realizacji marzeń. Aleksander Doba o determinacji, ogromnej pasji i przygotowaniach do kolejnej ekspedycji w reportażu Adrianny Otręby.

                                    czytaj więcej »
                                  • Syberia po polsku. Jak tysiące kilometrów od Polski żyją potomkowie polskich zesłańców?

                                    Syberia po polsku. Jak tysiące kilometrów od Polski żyją potomkowie polskich zesłańców?

                                    Żyją 5500 tysięcy kilometrów od Polski. Mają rodziny, są szczęśliwi, ale nie zapominają też o swoich korzeniach i o polskich tradycjach. Reporter Grzegorz Tkaczyk spędził prawosławne święta Bożego Narodzenia na Syberii razem z potomkami polskich zesłańców. Zapraszamy do obejrzenia reportażu o świętach na Syberii, o miejscach pamięci Polaków, którzy tam zginęli, o miejscowej polonii i o niesamowitym klimacie wsi Znamienka, gdzie żyją potomkowie polskich Mazurów.

                                    czytaj więcej »
                                  • Dla nich wózek nie jest ograniczeniem. Polacy od wielu lat zdobywają medale na zawodach tanecznych

                                    Dla nich wózek nie jest ograniczeniem. Polacy od wielu lat zdobywają medale na zawodach tanecznych

                                    Wielokrotne zwycięstwo na Mistrzostwach Polski oraz liczne medale zdobywane na arenie międzynarodowej. To osiągnięcia najbardziej utytułowanej polskiej pary tancerzy na wózkach inwalidzkich. Niedawno Joanna Reda i Paweł Karpiński reprezentowali Polskę na Mistrzostwach Świata w Rzymie. O przygotowaniach do najważniejszego turnieju w tanecznym kalendarzu, pasji i ogromnej determinacji w materiale Adrianny Otręby.

                                    czytaj więcej »
                                  • Polacy pomagają w Libanie syryjskim uchodźcom. Libański rząd nie ma już sił ani środków

                                    Polacy pomagają w Libanie syryjskim uchodźcom. Libański rząd nie ma już sił ani środków

                                    Do graniczącego z Syrią Libanu każdego dnia stara się dostać około 2-3 tys. Syryjczyków. Uciekają przed śmiercią, prześladowaniami, porwaniami dla okupu i głodem. Szukając dachu nad głową, nie mogą jednak liczyć na zakwaterowanie w oficjalnych obozach dla uchodźców. – Takich w Libanie nie ma i nie będzie – wyjaśnia Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Społeczeństwo i rząd Libanu są coraz bardziej zmęczeni obecnością Syryjczyków, których w ich czteromilionowym kraju jest już prawie półtora miliona. Pieniędzy na pomoc uciekinierom z ogarniętego wojną kraju nie ma. Gdyby nie wsparcie organizacji pozarządowych, m.in. Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, byłoby znacznie gorzej. Reportaż Dariusza Prosieckiego.

                                    czytaj więcej »
                                  • Od ćwierć wieku bada emigrantów przybywających na Lampedusę. Widział cierpienie, śmierć i małe cuda

                                    Od ćwierć wieku bada emigrantów przybywających na Lampedusę. Widział cierpienie, śmierć i małe cuda

                                    Pietro Bartolo jest szefem oddziału ratunkowego na Lampedusie. Od 25 lat lekarz jest przy każdym transporcie imigrantów na włoską wyspę. Jako pierwszy bada tych, którzy uciekają przed wojną lub nędzą: przez morze, do Europy. Policja i wojsko przynoszą mu również plastikowe worki ze zwłokami, aby wystawił akt zgonu. Pietro Bartolo często znajduje w takich workach dzieci. W jego pracy zdarzały się także wyjątkowe sytuacje, które można określić mianem „małego cudu”. Historia setek tysięcy uchodźców widziana oczami człowieka, dla którego ich cierpienie i śmierć stały się osobistą tragedią. Reportaż Marii Mikołajewskiej zatytułowany „Tu zaczyna się Europa”.

                                    czytaj więcej »
                                  • „Gdyby nie oni, mogłoby się skończyć źle”. TOPR – praca czy misja?

                                    „Gdyby nie oni, mogłoby się skończyć źle”. TOPR – praca czy misja?

                                    Tysiące turystów odwiedzają polskie Tatry w ciągu roku. Nie wszyscy są odpowiednio przygotowani do górskich wycieczek, a jednocześnie pogoda w górach jest nieprzewidywalna – może błyskawicznie się zmienić i zagrozić zdrowiu lub życiu. Wówczas niezbędna jest pomoc ratowników TOPR. Przekonała się o tym m.in. Katarzyna Węgrzyn, która w lutym tego roku została uratowana po tym, jak na nią i jej towarzyszy zeszła lawina w okolicy Wielkiej Świstówki. „To był cud, że z tego wyszłam” – mówi Katarzyna Węgrzyn. Podobnych sytuacji ratownicy w całym roku mają wiele, dlatego nieustannie szkolą się, aby jak najskuteczniej pomagać innym. W jednym ze szkoleń z udziałem śmigłowca Sokół wziął udział reporter Faktów Online Grzegorz Tkaczyk.

                                    czytaj więcej »
                                  • Polacy, którzy przeżyli Katrinę: najgorsze zaczęło się po huraganie

                                    Polacy, którzy przeżyli Katrinę: najgorsze zaczęło się po huraganie

                                    10 lat temu Nowy Orlean w amerykańskim stanie Luizjana został spustoszony przez huragan Katrina. Miasto pozostało bez prądu, wody i pożywienia, a mieszkańcy stracili majątki swojego życia. Wśród ocalałych znaleźli się Sylwia i Jakub Kucharscy – polscy studenci. W rozmowie z reporterką Faktów TVN Marią Mikołajewską wspominają, że sam huragan nie był tak straszny jak to, co zaczęło się dziać potem...

                                    czytaj więcej »
                                  • „Muszę wam to powiedzieć”. Kolejni wychowankowie sióstr boromeuszek przerywają milczenie

                                    „Muszę wam to powiedzieć”. Kolejni wychowankowie sióstr boromeuszek przerywają milczenie

                                    Siostry Boromeuszki zamykają swój ośrodek wychowawczy w Zabrzu. Ten, w którym przez lata poniżane były dzieci. Już siedem lat temu Polską wstrząsnęły relacje na temat jego dyrektorki – siostry Bernadetty. Gliwicki sąd okręgowy skazał ją na karę dwóch lat więzienia. Prokuratura oskarżała kobietę o bicie podopiecznych i przyzwalanie na przemoc, także seksualną, między wychowankami. Nasza reporterka Maria Mikołajewska dotarła do relacji, które świadczą o tym, że skrzywdzonych dzieci było wiele. Sióstr, które krzywdziły, też. „Połamania, rozcięcia – to było na porządku dziennym”. „Gorsze były słowa. Biciem się tak nie przejmowałam jak słowami, które do nas wypowiadała”. „Uważałam, że i tak się nic nie zmieni, więc po co mówić”. Wychowankowie przez lata milczeli, teraz opowiedzieli o bólu i poniżeniu, które zgotowały im siostry.

                                    czytaj więcej »
                                  tvnpix