Fakty - oglądaj online

Wygrać z chorobą

Wygrali walkę z koronawirusem. "To było najgorsze, że człowiek wtedy potrzebował kogoś"

Strach, niepewność i samotność. Kontakt z rodziną tylko przez telefon czy internet. Do tego nieustanny dźwięk urządzeń medycznych w dzień i w nocy. To wspomnienia pacjentów wyleczonych z koronawirusa. Zostaną na całe lata, a może na całe życie.

NFZ prowadzi całodobową infolinię (800 190 590) udzielającą informacji o postępowaniu w sytuacji podejrzenia zakażenia koronawirusem.

Koronawirus SARS-CoV-2: objawy, statystyki, jak rozprzestrzenia się epidemia - czytaj raport specjalny tvn24.pl

Teraz mogą być razem i blisko, bo dziadek wnuczki już nie zakazi, a sam po raz drugi raczej nie zachoruje. Mieczysław Struk, zawodowo polityk samorządowy, prywatnie po prostu dziadek 4-letniej Stefanii, wyszedł ze szpitala wyleczony z koronawirusa.

- Wyłącznie kontaktowałem się z osobami, których kompletnie nie rozpoznawałem, bo to byli lekarze i pielęgniarki ubrane jak kosmonautki - opowiada Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

Ozdrowieńcy na własnej skórze odczuli nie tylko chorobę, ale też kompletną samotność walki z wirusem. - Nie było na zawołane pielęgniarki, lekarza. Właśnie to było najgorsze, że człowiek wtedy potrzebował kogoś - opowiada wyleczona z koronawirusa pani Anna, opiekunka osób starszych.

Ozdrowieńcy pilnie potrzebni

Mieczysław Struk zachorował po powrocie z Włoch, skąd na początku marca, przed zamknięciem granic, wywiózł swoją wnuczkę. Nie jest pewne, czy to tam się zakaził. Dziś ma wyrzuty sumienia. Nie dlatego, że pojechał w oko pandemicznego cyklonu, tylko z powodu kilku jego współpracowników, którzy zachorowali.

- Gdybym był absolutnie pewny, że ktoś w wyniku kontaktu ze mną zachorował... no czułbym się z tym bardzo źle. To jest oczywiste i w moim przypadku na pewno naturalne - mówi pan Mieczysław.

Pierwszy wyzdrowiał "pacjent zero". Po nim wyleczono następnych. Tych ozdrowieńców jest w Polsce oficjalnie prawie trzystu.

Jak szacują lekarze - tak naprawdę może ich być wiele tysięcy, bo tysiące wcześniej zakaziło się wirusem bez objawów. Teraz są niezwykle pożądani. - On jest odporny, a więc drugi raz nie zachoruje. Przeszedł już chorobę, a więc ma już pewne doświadczenia. No i przede wszystkim nie zaraża. To jest najważniejsze - tłumaczy doktor Paweł Grzesiowski, prezes zarządu Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń.

Czują się dobrze, ale wielu czeka na ostateczny werdykt, czyli wynik testu. Czuć się zdrowym, a zostać uznanym za zdrowego na papierze, to nie to samo.

"Dostałam drugie życie"

Dziś naukowcy wciąż nie wiedzą czy "być ozdrowieńcem" oznacza "być wolnym od koronawirusa na zawsze". - Czy ta odporność będzie bardzo krótka, powiedzmy tylko przez kilka tygodni, czy przez kilka miesięcy, czy przez kilka lat? Trudno powiedzieć, bo tych ludzi nie mamy jeszcze w obserwacji - mówi profesor Maria Gańczak, epidemiolog.

Nawet jeśli gdzieś głęboko wirus w ozdrowieńcach "tyka", to teraz smakują czas po chorobie. - Dostałam drugie życie. Naprawdę - zapewnia pani Anna.

Autor: Jan Błaszkowski / Źródło: Fakty TVN

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Zasady forum
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje

tvnpix