Fakty - oglądaj online

  • Foto: Fakty TVN | Video: Paweł Płuska / Fakty TVN
  • Uszkodzony most, zalane ulice i domy. Strażacy walczą ze skutkami nawałnic
  • Wysychające koryta rzek w całej Europie. "Będzie tylko gorzej"
Granice wytrzymałości

Miała być pomoc w transporcie ukraińskiego zboża, są kilkudziesięciokilometrowe korki. "Wielki bałagan"

Trzy tysiące ciężarówek stoi na przejściach granicznych Hrebenne-Rawa Ruska i Dorohusk-Jagodzin w gigantycznych kolejkach. Na wjazd do Polski czekają transporty zboża i produktów spożywczych. Kierowcy czekają wiele dni, a jako przyczynę takiej sytuacji wskazują opieszałość polskich służb.

Embargo nie na wszystko i nie dla wszystkich. Na granicy z Białorusią wciąż stoją sznury tirów

25 godzin oczekiwania na pokonanie tirem granicy polsko-białoruskiej. Pomimo sankcji ruch na...

Miała być pomoc w transporcie zwłaszcza ukraińskiego ziarna, by świat nie cierpiał głodu, a Ukraina miała pieniądze na walkę z rosyjskim najeźdźcą. Tymczasem od miesiąca kolejki na granicy polsko-ukraińskiej są coraz dłuższe, a frustracja kierowców coraz większa.

- Kilka dni to jest takiego typowego stania, żeby dojechać do przejścia, a dochodzi do tego, że na samym przejściu kierowcy muszą spędzać kolejne trzy, cztery dni - mówi Karol Trubas, przewoźnik.

Kierowcy ratują się, jak mogą. Kąpią się w rzece, bo na nic więcej po ukraińskiej stronie nie można liczyć. W tym przypadku nie chodzi jednak o same warunki, ale o czas i rządowe zapowiedzi, że będzie szybko, i łatwo.

- Trzy miesiące nasi z Polakami dyskutują, jak to zrobić, i nikt niczego nie robi. Wielki bałagan - ocenia Jarosław, kierowca z Ukrainy.

Zarzuty wobec polskich służb

Po polskiej stronie problemu nie widać - jest kilkadziesiąt ciężarówek czekających na odprawę. Problem po ukraińskiej stronie, gdzie korek zaczyna się kilkadziesiąt kilometrów przed przejściem graniczynym. W kolejce do odprawy stoją setki ciężarówek wypełnionych ziarnem, olejem i mięsem.

O tym, dlaczego nagle kolejki się wydłużyły, mówili w poniedziałek polscy przewoźnicy, którzy zebrali się w Zamościu, a także ukraińscy kierowcy, z którymi rozmawiał dwa dni temu reporter "Faktów" TVN Andrzej Zaucha. Niezależnie czy to Polacy, czy Ukraińcy - wszyscy wskazywali na opieszałość polskich służb.

Rosyjskie i białoruskie ciężarówki mają opuścić UE. Wiele z nich nie zdąży przed terminem

W nocy z soboty na niedzielę wchodzą w życie nowe sankcje unijne. Białoruskie i rosyjskie...

Przewoźnik Łukasz Białasz w rozmowie z "Faktami" TVN informuje, że gdy ostatniej nocy wracał z Ukrainy, na polskiej granicy tylko dwóch celników odprawiało samochody.

Od miesięcy na granicy z Ukrainą mamy wzmożony ruch. Zmodyfikowano niektóre przejścia, ale ludzi do pracy nie przybyło. - Polski weterynarz (na przejściu granicznym - przyp. red.) pracuje od 8 do 20 - mówi Marcin Turadek, polski kierowca.

- Strona rządowa nam odpisuje tylko i mówi, że to się wszystko poprawi, a w efekcie nic się nie poprawia - dodaje Jerzy Szepietowski, wiceprezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.

Przewoźnicy grożą protestami

Na spotkaniu w Zamościu powszechne były skargi na służby fitosanitarne i pracujących na granicy lekarzy weterynarii. To oni są oskarżani o blokowanie ruchu. Jest do tego stopnia źle, że część przewoźników woli jeździć z Ukrainy przez Węgry.

- Obsługa na granicy węgiersko-ukraińskiej, a mówimy o obsłudze agencji celnych, czy odpowiednich służb, jest lepsza niż na granicy polsko-ukraińskiej - mówi Jan Matkowski.

W odpowiedzi, choć nie od służb weterynaryjnych, a od Izby Administracji Skarbowej, słyszymy, że tak musi być i to dla naszego dobra.

- Należy wziąć to za dobrą kartę, takie prowadzenie kontroli na przejściach granicznych. Te służby, które muszą przeprowadzić kontrolę, odpowiadają za jakość produktów, które są wwożone na teren Unii Europejskiej - podkreśla Michał Deruś z Izby Administracji Skarbowej w Lublinie.

Jakość i prawo to jedno, i tego nikt nie neguje, ale gdzieś ginie ludzkie podejście do kierowców, którzy często boją się odezwać, upomnieć, bo to może oznaczać, że - poza standardowym prześwietleniem - będą musieli na swój koszt rozładować auto do szczegółowej kontroli.

- Nie ma komu się pożalić, celnicy też odnoszą się do nas po chamsku - mówi Włodimir, ukraiński kierwoca.

Przewoźnicy domagają się zmian i grożą protestami, nie tylko na granicy.

Autor: Paweł Płuska / Źródło: Fakty TVN

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Zasady forum
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

Pozostałe informacje

tvnpix