Fakty z zagranicy

Sytuacja mediów na Węgrzech. "Dziennikarstwo to teraz ryzykowny zawód"

Sytuacja mediów na Węgrzech. "Dziennikarstwo to teraz ryzykowny zawód"

10.08 | Sytuacja mediów na Węgrzech. "Dziennikarstwo to teraz ryzykowny zawód"

Foto: Fakty z zagranicy TVN24 BiS | Video: Jakub Loska / Fakty z zagranicy TVN24 BiS
Mieszkańcy Budapesztu 9 października 2016 roku wyszli na ulice. Chcieli wyrazić sprzeciw wobec zamknięcia największego lewicowo-liberalnego dziennika na Węgrzech. Mówi się, że od czasu przejęcia władzy przez Viktora Orbana, wolne media się skończyły, a zawód dziennikarza jest piętnowany i coraz bardziej ryzykowny.

Oglądaj "Fakty z Zagranicy" od poniedziałku do piątku o 19:55 w TVN24 BiS

O proteście w Budapeszcie, który odbył się 9 października 2016 roku, było głośno całym świecie. Czytelnicy największego na Węgrzech lewicowo-liberalnego dziennika "Népszabadság", wyszli zaprotestować przeciwko zamknięciu swojej ulubionej gazety. Powstała ona tuż przed wydarzeniami na Węgrzech w 1956 roku. Jej ostatni numer ukazał się w 2016 roku.

- Zazwyczaj nie chodzę na demonstracje, bo to nie na moje nerwy. Tym razem czułam, że nie mam innego wyjścia. Dzieją się tu skandaliczne rzeczy. Jeśli mogą zrobić coś takiego z gazetą, może przytrafić się to każdemu z nas. Wystarczy, że wskażą czyjś dom i powiedzą: jest nasz  - mówiła w czasie październikowego protestu jedna z jego uczestniczek. - Wolne media są duszone. To, co dziś mamy na Węgrzech jest prawdziwą dyktaturą czyli tak zwaną nieliberalną demokracją - powiedział inny uczestnik manifestacji

Kto stał za zamknięciem gazety?

W sprawie próbowała interweniować Bruksela. Na próżno, bo brak było dowodów na to, że opozycyjny dziennik został zamknięty na polecenie rządu Viktora Orbana. Tytuł zamknął jego właściciel, tłumacząc, że przynosi straty. Wielu Węgrów nie uwierzyło w takie wyjaśnienia, bo "Népszabadság" wyszła na prostą. Jej dziennikarze oskarżyli premiera Węgier o zakulisowe wpływanie na właściciela gazety.

- Rząd chciał zaprezentować swoją siłę. Chcieli pokazać, na co ich stać. To miało być symbolem dla ich zagorzałych zwolenników. Ponadto chcieli zatrzymać napływające skargi o nieustającej korupcji i kłamstwach. To była próba powstrzymania donosów na ten cyniczny rząd, którym dowodzi Viktor Orban - mówił w październiku 2016 roku Marton Gergely, dziennikarz "Népszabadság".

Sprawa podzieliła Węgrów. Wielu dziennikarzy odebrało ją jako ostrzeżenie przed nadmierną krytyką władzy, która znalazła pośredni sposób na to, by stwarzać presję na media.

- Ograniczanie wolności prasy na Węgrzech polega na państwowej ingerencji w rynek. Nie widzimy dziennikarzy wyprowadzanych w kajdankach czy redakcji, które są zamykane przez rząd. Jednak historia wydawnictwa "Népszabadság" była punktem zwrotnym. Nie było bezpośredniego rozkazu zamknięcia spółki, ale dziennikarstwo to teraz ryzykowne zajęcie - tłumaczył medioznawca Gabor Polyak.

- To jest rodzaj presji politycznej, społecznej i gospodarczej. Po pierwsze, publicznego napiętnowania i oskarżania o to, że na przykład dany program telewizji sprzeciwia się bezpieczeństwu Węgrów albo będzie odpowiedzialny za to, że coś tu się stanie. Z drugiej strony, gospodarczej: rozmaitych podatków, które były nakładane konkretnie na jeden bądź drugi kanał telewizji - ocenił Dominik Hejj z kropka.hu.

"Brak cenzury nie oznacza swobodnego dostępu do informacji"

Przykładem takiego działania był wysoki podatek od przychodów reklamowych, nazwany przez Węgrów podatkiem RTL, bo płaciła go tylko węgierska filia tego niemieckiego nadawcy. Jego efektem było stopniowe odchodzenie tego nadawcy od relacjonowania polityki w tym kraju. Węgrzy zostali praktycznie skazani na przejęte przez partię Orbana publiczne media, które działają na polityczne zlecenie. Przykładem jest nieważne referendum w sprawie uchodźców.

- Kiedy po godzinie 18, a głosowanie trwało do 19, wszyscy już wiedzieli, że frekwencja będzie zbyt niska, wypuszczono informację na czerwonym pasku, mniej więcej w połowie ekranu, że oto fala migrantów z Serbii właśnie się dowiedziała, ze referendum będzie nieważne i ruszyła z Belgradu w kierunku Budapesztu. To była ostatnia próba zachęcenia zwolenników władzy, by poszli głosować. Zakrawało to już na skrajny absurd - opowiadał Hejj.

- Strefa publiczna zaczyna przypominać tę z końca okresu komunizmu. Rząd twierdzi, że cenzura nie istnieje, ponieważ można pisać o wszystkim. Zapominają jednak, że brak cenzury nie oznacza swobodnego dostępu do informacji - podkreślił Zoltan Koti, redaktor naczelny "Delmagyarorszag".

Pośrednia presja na dziennikarzy rozpoczęła się na Węgrzech już kilka lat temu. Stopniowo wzrasta, a pesymiści mówią, że apogeum dopiero nastąpi, bo w przyszłym roku na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne.

Autor: Jakub Loska / Źródło: Fakty z zagranicy

Komentarze (2)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
yarpen26
yarpen26

"Strefa publiczna zaczyna przypominać tę z końca okresu komunizmu" No to dziwną taktykę sobie obrali, bo rzeczony szmatławiec stanowił OFICJALNY organ prasowy węgierskich komunistów od 1956 r. Tak jest, od tego czasu funkcjonuje dokładnie pod tą samą nazwą i kierowany jest przez potomków i uczniów tych samych ludzi. Nawet nie wspominam, rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      dugma
      dugma

      U nas za media "wezmą się jesienią", jak zapowiedziała posłanka Pawłowicz. Zapewne według wzorca węgierskiego. I będzie powrót do komuny - tylko słuszna, posłuszna partii, telewizja i tylko słuszne gazety.Niby jest teraz internet. Ale co z tego? Na Białorusi też jest internet, tylko że tzw. masy z niego nie korzystają i wierzą w to, rozwiń

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          zamknij
          Zasady forum
          Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

          Pozostałe informacje

          • Przeciętny Wenezuelczyk stracił 9 kilogramów. Ludzie jedzą nawet zwierzęta z zoo

            Przeciętny Wenezuelczyk stracił 9 kilogramów. Ludzie jedzą nawet zwierzęta z zoo

            Głód zawsze trudno ująć w statystyki, ale te wenezuelskie nie pozostawiają wątpliwości. Od rozpoczęcia kryzysu gospodarczego, przeciętny mieszkaniec tego państwa schudł 9 kilogramów. Nic dziwnego, bo za swoją pensję może kupić tylko 60 jajek. Najnowsze doniesienia brzmią jeszcze bardziej dramatycznie. Wenezuelczycy są tak głodni, że jedzą nawet zwierzęta z ogrodów zoologicznych. Materiał "Faktów z Zagranicy" TVN24

            czytaj więcej »
          • 14 ofiar śmiertelnych i ponad setka rannych w zamachach w Hiszpanii

            14 ofiar śmiertelnych i ponad setka rannych w zamachach w Hiszpanii

            Połowa sierpnia, czyli środek sezonu wakacyjnego. Upalne popołudnie na Placu Katalońskim w samym centrum Barcelony. Bez względu na porę roku, dnia i nocy tu zawsze jest tłoczno. To serce miasta, w którym łączą się zabytkowe dzielnice. Promenada La Rambla to najważniejsza arteria odchodząca od placu, a ulica jest wiecznie zatłoczona. To właśnie tu zaatakowali terroryści. Kilka godzin później, drugi atak przeprowadzono w nadmorskim kurorcie Cambrillis. Materiał "Faktów z zagranicy" TVN24 BiS.

            czytaj więcej »
          • Ósmy zamach z wykorzystaniem rozpędzonego pojazdu

            Ósmy zamach z wykorzystaniem rozpędzonego pojazdu

            W ciągu niewiele ponad roku jest to ósmy zamach dokonany tą samą techniką, jaką jest rozpędzone auto, które wjeżdża w tłum ludzi. Celem jest zabicie jak największej liczby osób. Niestety, po raz kolejny zamachu nie udało się powstrzymać. Metalowe słupy, barierki albo specjalne donice mogłyby przynajmniej zminimalizować liczbę ofiar. Na La Rambla żadnych zabezpieczeń jednak nie było. Czy wobec tak zwanego "taniego terroryzmu" świat nadal jest bezbronny? Materiał "Faktów z zagranicy" TVN24 BiS.

            czytaj więcej »
          • Wielu zamachowców ma związki z państwami Maghrebu

            Wielu zamachowców ma związki z państwami Maghrebu

            14 km - tyle dzieli Europę od Afryki, przez Cieśninę Gibraltarską. Patrzymy w tym kierunku, bo to właśnie z Maroka coraz częściej pochodzą atakujący w Europie terroryści. Kraj ten ma jednak jeszcze jedną ważną granicę, mierzącą 19 kilometrów. Oddziela ona Maroko od posiadłości hiszpańskich w Afryce, między innymi Ceuty i Melili. Tuż obok jest Tunezja, Libia i Algieria. Dlaczego właśnie te państwa stanowią zaplecze terroryzmu? Materiał "Faktów z zagranicy" TVN24 BiS.

            czytaj więcej »
          • Stasiński: 13 lat temu nie wytworzyła się żadna islamofobia w hiszpańskim społeczeństwie, nie stanie się tak również teraz

            Stasiński: 13 lat temu nie wytworzyła się żadna islamofobia w hiszpańskim społeczeństwie, nie stanie się tak również teraz

            - To nie jest problem cywilizacyjny i kulturowy. To zawsze jest garstka fanatycznych kryminalistów - powiedział w "Faktach z Zagranicy" TVN24 BiS iberysta Maciej Stasiński z "Gazety Wyborczej", komentując ostatnie dwa zamachy w Hiszpanii. Zdaniem dziennikarza, po bardzo krwawym zamachu w Madrycie sprzed 13 lat "nie wytworzyła się żadna islamofobia w hiszpańskim społeczeństwie" i teraz też tak się nie stanie. - Hiszpania nie zaprzeczy swojemu charakterowi państwa liberalnego, demokratycznego, pluralistycznego, które nie będzie państwem policyjnym, a już na pewno nie będzie państwem wyznaniowym albo takim, które będzie uważało, że jacyś fanatycy mogą reprezentować religię muzułmańską - ocenił.

            czytaj więcej »
          • "Trzeba nauczyć się żyć w warunkach zagrożeń terrorystycznych"

            "Trzeba nauczyć się żyć w warunkach zagrożeń terrorystycznych"

            - Terroryzm to bardzo złożone zjawisko - na pograniczu między działaniami zbrojnymi i miękkimi zagrożeniami - powiedział w "Faktach z Zagranicy" TVN24 BiS były szef BBN, gen. Stanisław Koziej i dodał, że "dlatego bardzo trudno z nim walczyć". - Trzeba nauczyć się żyć w warunkach zagrożeń terrorystycznych - stwierdził. Zdaniem eksperta, by skuteczniej zapobiegać zamachom, należy prowadzić edukację na rzecz bezpieczeństwa i polepszać współpracę służb, także ze społeczeństwem. - Terroryzm jest dzieckiem czasów, w których żyjemy: czasów ery rewolucji informacyjnej i globalizacji - ocenił generał. Jego zdaniem, globalizacja doprowadza do zbliżania się różnych środowisk, które "nie mogą się w szybkim tempie zaadaptować", co prowadzi do napięć. - To, że terroryzm staje się pewną modą, to inspiruje różnych ludzi - ocenia. Zdaniem gen. Kozieja, "trzeba uczyć się umiejętnie informować o takich zdarzeniach".

            czytaj więcej »
          • Wawrzyk: w walce z terrorystami powinniśmy skończyć z poprawnością polityczną i stosować prawo wojny

            Wawrzyk: w walce z terrorystami powinniśmy skończyć z poprawnością polityczną i stosować prawo wojny

            - Problem polega na tym, że nasza cywilizacja tego nie traktuje jako wojny, tylko jako incydenty - powiedział w "Faktach z Zagranicy" TVN24 BiS dr Piotr Wawrzyk, którego zdaniem dżihadyści globalne działania antyterrorystyczne "traktują jak wojnę cywilizacji". Zdaniem Wawrzyka, drugą stroną jest cywilizacja Zachodu, która "tę wojnę będzie przegrywać" dopóki nie zrozumie, że "jesteśmy w niej stroną" i nie skończymy z tzw. poprawnością polityczną. - Powinniśmy stosować prawo wojny, deportować każdego podejrzanego o terroryzm, w tym także rodziny - zaznaczył. Nie zgodził się z nim publicysta "Polityki" Marek Ostrowski. - To, co pan mówi, byłoby przestępstwem wojennym, a nawet zbrodnią - ocenił Ostrowski. Jego zdaniem, problem terroryzmu można rozwiązać nasilając środki na przeciwdziałanie indoktrynacji w więzieniach, a także polepszając współpracę wywiadów.

            czytaj więcej »
          • "Terroryści zawsze będą mieli przewagę"

            "Terroryści zawsze będą mieli przewagę"

            - Motywacje terrorystów są bardzo różne, a służby specjalne przegrywają tę walkę - stwierdził w "Faktach z Zagranicy TVN24 BiS specjalista ds. bezpieczeństwa Andrzej Kruczyński, komentując zamach terrorystyczny w Barcelonie. - Terroryści zawsze będą mieli przewagę - zgodził się z nim drugi gość programu, gen. Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych. - To oni narzucają czas, miejsce, modus operandi - dodał.

            czytaj więcej »
          • "Ciężarówka, nóż, młotek - to narzędzia dość rozpaczliwe. Ale można je zamienić w strategię"

            "Ciężarówka, nóż, młotek - to narzędzia dość rozpaczliwe. Ale można je zamienić w strategię"

            - Sierpień to miesiąc europejskich wakacji i miliony turystów z całej Europy zjeżdżają się do Barcelony. Możemy się spodziewać też wśród ofiar obcokrajowców - mówił były ambasador Polski w Madrycie oraz w USA Ryszard Schnepf w TVN24 BiS i TVN24. O ataku rozmawiali też Krzysztof Liedel z Centrum Badań nad Terroryzmem w Collegium Civitas i Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Ryzykami Społecznymi w Collegium Civitas.

            czytaj więcej »
          • "Żadne służby nie są w pełni gotowe przeciwdziałać tego typu zamachom"

            "Żadne służby nie są w pełni gotowe przeciwdziałać tego typu zamachom"

            To jest najprostszy rodzaj zamachu, najprostszy środek został tutaj zastosowany - powiedział w specjalnym wydaniu "Faktów z Zagranicy" Marek Przewoźnik, były szef szkolenia Biura Operacji Antyterrorystycznych KGP. - Żadne służby nie są w pełni gotowe przeciwdziałać tego typu zamachom dodał. Zgodził się z nim drugi gość programu, Jerzy Dziewulski. - Co zrobić, żeby do takich sytuacji nie dochodziło? Nic nie można zrobić. Trzeba to jasno powiedzieć - powiedział były antyterrorysta. - Każdy rząd musi sobie zdawać sprawę, że w obliczu takiej sytuacji każdy jest bezradny - dodał.

            czytaj więcej »
          • Lewicki o Charlottesville: wybuchły napięcia społeczne, które w poprzednich dekadach zostały zakopane

            Lewicki o Charlottesville: wybuchły napięcia społeczne, które w poprzednich dekadach zostały zakopane

            To, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, jest naturalne w pewien sposób. Napięcia społeczne w USA, które były przeogromne w latach 60., 70. i 80., zostały w dużej mierze spacyfikowane i w kolejnym pokoleniu wybuchły - powiedział w "Faktach z Zagranicy" TVN24 BiS amerykanista prof. Zbigniew Lewicki. - To zjawisko, które powtarza się w bardzo wielu krajach - stwierdził i dodał, że "jeśli są zaszłości, to można je na chwilę przyklepać, ale nie można się z nimi uporać".

            czytaj więcej »
          • Dorn: nurt radykalnej prawicy w USA nie odgrywa żadnej roli, ale jest mocno zakorzeniony

            Dorn: nurt radykalnej prawicy w USA nie odgrywa żadnej roli, ale jest mocno zakorzeniony

            Nie jestem specjalnie zaskoczony. Nurt bardzo radykalnej, antysemickiej prawicy, choć nie odgrywa w demokratycznej polityce żadnej roli politycznej, to jednak ma swoją historię i jest głęboko zakorzeniony i to nie tylko wśród słabo wykształconych - powiedział w "Faktach z Zagranicy" TVN24 BiS były marszałek Sejmu Ludwik Dorn, komentując burzę w USA po ostatnich wydarzeniach w Charlottesville. Zgodził się z nim drugi gość programu dr Marek Migalski - Ta hitlerowska, nazistowska, antysemicka część radykalizmu politycznego jest (w Stanach Zjednoczonych - przyp. red.) marginalna. To się politycznie nie liczy - powiedział. - To jest po prostu ściek, który funkcjonował zawsze - dodał politolog.

            czytaj więcej »
          • Padają kolejne bastiony, wizjoner przestrzega. "Zagrożenie znacznie większe niż Korea Północna"

            Padają kolejne bastiony, wizjoner przestrzega. "Zagrożenie znacznie większe niż Korea Północna"

            Elon Musk uważa, że skoro samochody i lekarstwa są poddane prawnym regulacjom, to również sztuczna inteligencja powinna im podlegać. Miliarder już kolejny raz ostrzega przed zagrożeniami związanymi z niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji. W lipcu Musk mówił o tym, że SI stanowi „fundamentalne ryzyko egzystencjalne dla całej ziemskiej cywilizacji”. Ryzyko w rozwoju sztucznej inteligencji widzą też m.in. twórca Microsoftu Bill Gates oraz astrofizyk Stephen Hawking. Materiał "Faktów z Zagranicy" TVN24 BiS.

            czytaj więcej »
          tvnpix