Fakty po południu

Incydenty na marszu narodowców we Wrocławiu. Na czele szli Piotr Rybak i Jacek Międlar

Incydenty na marszu narodowców we Wrocławiu. Na czele szli Piotr Rybak i Jacek Międlar

Incydenty na marszu narodowców we Wrocławiu. Na czele szli Piotr Rybak i Jacek Międlar

Foto: tvn24 | Video: Katarzyna Sosulska / Fakty po południu
99. rocznica odzyskania niepodległości w cieniu nacjonalistycznych incydentów również w stolicy Dolnego Śląska. We Wrocławskim "Wielkim Marszu Polski Niepodległej" wzięło udział około 2 tysięcy osób. Miało być rodzinnie i patriotycznie, a momentami było bardzo niebezpiecznie. W stronę kontrmanifestantów poleciały race, petardy i cała masa wulgaryzmów. Jedna osoba została ranna.

Opluta, wyzywana, popychana. Sama kontra tłum. Chciała wyrazić sprzeciw wobec publicznemu nawoływaniu do nienawiści, a sama jej doświadczyła.

- Złożę zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa przez obserwatorów z Urzędu Miasta, którzy mieli obowiązek rozwiązać zgromadzenie, na którym były zakazane środki pirotechniczne, nawoływanie do nienawiści i przemoc kierowana w naszą stronę - zapowiada Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Ta kobieta została zaatakowana, bo razem z innymi kilkunastoma osobami stanęła na drodze marszu narodowców we Wrocławiu. Miały być rodzinne obchody Święta Niepodległości, a były wyzwiska, szarpaniny i hasła, takie jak "raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę", skandowane także przez dzieci.

Tłum zagrzewali Piotr Rybak, skazany za spalenie kukły Żyda oraz suspendowany ksiądz Jacek Międlar, który był oskarżony za nawoływanie do nienawiści na tle rasowym podczas jednego z wieców. Jednak wniosek ten po decyzji prokuratury został wycofany.

- To nie są naziści. To są neonaziści, czyli pan Międlar i Rybak, którzy byli na czele i prowadzili marsz. Mówili, co trzeba komu zrobić i czym - głównie sierpem i młotem, czyli nawołując do przemocy, co jest nielegalne w Polsce - przypomina Marta Lempart.

"To mogło się skończyć bardzo źle"

Na trasie marszu i półtora tysiąca manifestujących stanęło kilkanaście osób z Obywateli RP i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Stali z banerami i to rozsierdziło manifestujących.

- Byliśmy atakowani fizycznie i to mogło się skończyć bardzo źle. Policji było stanowczo za mało, jak na ochronę tego typu marszu - Ewa Trojanowska, uczestniczka kontrmanifestacji.

I chociaż szybko zostali przesunięci przez policję w inne miejsce, to w ich stronę poleciały wyzwiska, a także race, od których jednej z kobiet zapaliły się włosy.

- Trzykrotnie do nas podeszli, straciłyśmy flagę Strajku Kobiet, bo nam ją wyrwano - mówiła podczas manifestacji Anna, jedna z uczestniczek.

Funkcjonariusze podsumowują sobotnie incydenty. - Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe, które zabrało poszkodowaną do szpitala. Tam udzielono jej pomocy medycznej - poinformował nadkom. Krzysztof Zaporowski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Policja w tej sprawie wszczęła postępowanie z urzędu. Sami manifestujący uważają, że ich marsz był spokojny i pokojowy, a o agresję oskarżają drugą stronę.

- Widzieliśmy dzisiaj, jak ci zdrajcy narodu polskiego próbowali nam zakłócić ten marsz. Ale polskość wygrała - grzmiał podczas sobotniego marszu narodowców Piotr Rybak, jeden z jego organizatorów.

"Wrocław pokazał swój patriotyzm"

Polskość, o której wiele razy mówiono na marszu. Zarówno Piotr Rybak, jak i Jacek Międlar zachęcali do obrony kraju przed Żydami, obywatelami Ukrainy, opozycją i "obywatelską zarazą".

- Bądźcie radykalni w walce ze złem, z kłamstwem, z niesprawiedliwością, z bezprawiem, z niszczeniem polskiego sądownictwa, z banderyzmem i talmudyzmem - krzyczał ze sceny Jacek Międlar.

- Jaki jestem dumny, że jestem wśród was, jaki jestem dumny, że jest tak dużo was wśród nas, że dzisiaj Wrocław pokazał swój patriotyzm, swoją polskość - dodał Piotr Rybak.

Nikt z narodowców nie został wylegitymowany, ani zatrzymany. Spisani zostali kontrmanifestanci, bo - zdaniem policji - blokowali legalny marsz.

- Oczywiście będziemy też składać skargę na działania policji, która nie uchroniła nas przed atakami. Nie reagowała i niestety, tak jak przewidywaliśmy, odmówiła przyjęcia zgłoszenia na miejscu - podsumowuje Marta Lempart.

Autor: Katarzyna Sosulska / Źródło: Fakty po południu TVN24

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
michel40
michel40

Milicja nie ma sobie nic do zarzuceni, po licho tam poszli. :D

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      2
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      zamknij
      Zasady forum
      Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Fakty TVN nie ponoszą odpowiedzialności za treść opinii.

      Pozostałe informacje

      • "Wszyscy do wioseł". Akcja Fundacji Legii oraz kibiców klubu

        "Wszyscy do wioseł". Akcja Fundacji Legii oraz kibiców klubu

        W tym przypadku sport to nie tylko zdrowie, ale też realna pomoc. W Warszawie trwa akcja "wszyscy do wioseł". To pomysł fundacji Legii i grupy kibiców. Akcja polega na tym, by na siłowni pokonać dystans ponad 1000 kilometrów, czyli całą długość Wisły. Wszystko po to, żeby zebrać pieniądze na karetkę pogotowia dla Centrum Zdrowia Dziecka.

        czytaj więcej »
      • Prezydent Łodzi oskarżona o poświadczenie nieprawdy. "Nie czuję się winna"

        Prezydent Łodzi oskarżona o poświadczenie nieprawdy. "Nie czuję się winna"

        Ruszył proces Hanny Zdanowskiej. Prokuratura oskarża ją o poświadczenie nieprawdy w dokumentach, które były niezbędne do zaciągnięcia kredytu na zakup mieszkania przez jej partnera. Włodzimierz G. też musi się tłumaczyć przed sądem. Usłyszał zarzut posługiwania się nieprawdziwymi dokumentami. Zdarzyło się to w 2008 roku, kiedy Zdanowska nie była jeszcze prezydentem Łodzi, tylko posłanką Platformy Obywatelskiej.

        czytaj więcej »
      • Zmarł 3,5-letni chłopczyk, który miał być pobity przez ojca

        Zmarł 3,5-letni chłopczyk, który miał być pobity przez ojca

        Zmarł 3,5-letni chłopiec, który trafił do szpitala w Grudziądzu po ciężkim pobiciu przez partnera matki. To nie był jedyny taki przypadek w ostatnich dniach - w Białymstoku o życie walczy 2-miesięczne dziecko, pobite przez swojego ojca. Na Śląsku policja wyjaśnia, dlaczego doszło do tego, że matka wyrzuciła przez okno dwuletniego syna.

        czytaj więcej »
      • Tajna jednostka policji wzięta za dilerów. Przez kolegów

        Tajna jednostka policji wzięta za dilerów. Przez kolegów

        Źle skoordynowana akcja, a w efekcie przepychanki i walka miedzy policjantami. Tajny oddział z Detroit pobił się z umundurowanymi funkcjonariuszami z innej jednostki. Wszystko przez to, że sąsiadujące ze sobą komisariaty nie przekazały sobie informacji o prowadzonych działaniach. Akcja wymierzona była w dilerów narkotykowych, a nagrania z policyjnych kamer analizuje teraz prokuratura.

        czytaj więcej »
      • Siedem dni, milion widzów. "Listy do M. 3" z nowym rekordem

        Siedem dni, milion widzów. "Listy do M. 3" z nowym rekordem

        Ponad milion widzów w siedem dni - "Listy do M.3" świętują nowy rekord. Film z plejadą polskich gwiazd nie tylko bawi i wzrusza publiczność, ale też wprowadza w świąteczną atmosferę. "Listy do M." to cykl komedii świąteczno-romantycznych produkcji TVN. Trzeciej części wystarczył tylko tydzień, żeby ponownie podbić serca widzów. Tak dobrej passy nie miał jeszcze żaden film z tej serii. Drugie "Listy do M." zgromadziły milionową publiczność po dwóch tygodniach kinowych seansów, a pierwsza część do takiego wyniku potrzebowała jeszcze dodatkowych siedmiu dni. "Listy do M. 3" wyreżyserował Tomasz Konecki - twórca takich hitów jak "Testosteron" czy "Lejdis". W obsadzie oczywiście nie zabrakło Agnieszki Dygant, Piotra Adamczyka i Tomasza Karolaka. Na planie pojawili się też nowi aktorzy w tej serii - między innymi Borys Szyc, Stanisława Celińska czy Andrzej Grabowski.

        czytaj więcej »
      • Dyktator na traktorze. Kim Dzong Un złożył wizytę w fabryce ciągników

        Dyktator na traktorze. Kim Dzong Un złożył wizytę w fabryce ciągników

        Dyktator w propagandowej akcji, czyli gospodarska wizyta i przejażdżka na traktorze. Kim Dzong Un odwiedził północnokoreańską fabrykę ciągników, by je przetestować. O wizycie przywódcy informuje północnokoreańska prasa. Fabryka do której przyjechał przywódca Korei Północnej, to największy w tym kraju zakład produkujący ciężki sprzęt. Oficjalnie są to traktory, ale według ekspertów zakład produkuje też sprzęt dla wojska, na przykład mobilne wyrzutnie dla rakiet ziemia-morze. Takie gospodarskie wizyty są stałym elementem propagandy. Podobnie robili dziadek i ojciec Kim Dzong Una.

        czytaj więcej »
      • Jest wina, kary nie będzie. Sąd oddalił kasację w sprawie śmierci córki Bartłomieja Bonka

        Jest wina, kary nie będzie. Sąd oddalił kasację w sprawie śmierci córki Bartłomieja Bonka

        Jest wina, ale za śmierć 15 miesięcznej Julii, córki polskiego sztangisty Bartłomieja Bonka, kary nie ma. We wtorek Sąd Najwyższy oddalił wniosek o kasację wyroku dla lekarki, która odbierała poród. W ubiegłym roku Sad Okręgowy w Opolu warunkowo umorzył sprawę na okres dwóch lat. Uzasadniając, że lekarka ma wzorowa opinie. Dziewczynka podczas naturalnego porodu zaczęła się dusić. Nie przeprowadzono cesarskiego cięcia. Zmarła z powodu obustronnego zapalenia płuc. Biegli stwierdzili, że to skutek powikłań po źle przeprowadzonym porodzie.

        czytaj więcej »
      tvnpix